
FLAC: https://yadi.sk/d/5oiUdKsysFwCXg?w=1 Macie tam też wersje alternatywne osobno, więc liczę, że sajko dosztukuje sobie w razie potrzeby taką wersję, jaka mu będzie pasować, jeśli mój wybór nie okaże się w pełni optymalny. Jestem bardzo otwarty na wszelkie sugestie brzmieniowo jak to u Was gra, zwłaszcza odnośnie góry pasma. Po prostu materiał był mega trudny do ogarnięcia, a i efekty wcale nie takie, jak gdybym miał oryginalne ścieżki/stemy zamiast Spleetera. Jak zwykle trzeba było odwalić kawał nomen omen, brudnej i niewdzięcznej roboty niestety, ale miejscami było całkiem zabawnie. W sumie projekt był skończony w sierpniu, ale jeszcze chciałem popracować więcej nad materiałem. Między czasie wpadłem na pomysł użycia Spleetera, żeby uzyskać w kilku trackach lepsze efekty, i ponad połowa materiału została niemal ponownie zmiksowana, choć na szczęście niezupełnie od początku, choć prawie. Nie miałem oczywiście oryginalnych stemów, tylko zwykłe pliki mp3, więc jak zwykle bywa w tym co tu robię, było dosyć hardkorowo i zajęło łącznie ponad miesiąc bez przerwy, w okresie od końcówki czerwca jak tak podliczam. Wersji po drodze było mnóstwo. Kilka rzeczy jest tu nadal zrobiona na przypale, jak chociażby z uwagi na pracę na gotowym miksie, różnice głośności, brak dociągania do 0dB, cicho trochę jest, dwa-trzy razy Smark za ostro wokal, ale nie dało się nic z tym zrobić, albo jak przy wokalach, już miałem tego dość, albo wyszło po uploadzie, bo odfiltrowywanie sybilantów tutaj na jego zwrotkach po saturacji bywałało istnym horrorem, a zmiany w miksie na stemach ze spleetera rozwalają cały miks, bo stemy są brzmieniowo ze sobą mocno powiązane i zawierają wspólne informacje wbrew pozorom. Także było grubo. Najfajniejszy efekt powstał chyba z kawałkiem Odstęp, który oryginalnie był w 22kHz, i nagle się z niego zrobiło 44kHz na spektogramie. Największy mindfuck mam jak pracuje z takimi plikami, bo efekty bywają najbardziej zaskakujące i pojawiają się w audio rzeczy, których albo praktycznie wcześniej nie było, albo były ledwie słyszalne. W masterze tak na prawdę w podobnych przypadkach rozbija się wręcz o kwestię odpowiedniej interpretacji tego, jak ma brzmieć końcowo dany kawałek, bo po skończeniu to czasem ledwie przypomina oryginał. Werbel potrafi np. potrafi zabrzmieć tak, jakbyśmy dokleili tam zupełnie inny, pojawia się bas, który wcześniej tylko pomrukiwał, a teraz jest wyraźnie obecny, scena odpowiednio jest poszerzana, że wreszcie jest separacja między instrumentami. Oczywiście mając oryginalne ścieżki, można robić z tym jeszcze lepsze rzeczy, ale pracując na gotowych, zmiksowanych plikach, poziomu tego co potrafi zrobić współczesny inżynier miksu/masteringu się po prostu nie osiągnie. Zawsze będziemy poruszali się w sferze mniejszych lub większych kompromisów, ale moim zdaniem i tak zdecydowanie warto, choć patrząc ile to czasem zajmuje, nie wiem czy warto. A zwłaszcza non-profit, bo to prawie jak robota na pół etatu, choć miewałem dni, gdzie siedziało się po nocach 8 godzin ciągiem, bo dłubania było co nie miara. Po prostu ja miałem akurat okres, w którym mogłem sobie na to pozwolić, bo normalnie by się nie dało tego zrobić porządnie w krótkim czasie, przynajmniej dysponując takim workflowem jaki posiadam.